Waldemar Łysiak - pisarz, publicysta, historyk sztuki. Urodził się 8 marca 1944 roku w Warszawie. Ukończył studia na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej, później także historię sztuki na Uniwersytecie Rzymskim oraz Międzynarodowe Centrum Studiów nad Ochroną i Konserwacją Zabytków w Rzymie. W swej macierzystej uczelni wykładał historię kultury i cywilizacji. Właściciel jednego z najciekawszych prywatnych zbiorów bibliofilskich, zawierającego m. in. rękopisy wierszy Norwida oraz jedyny istniejący pierwodruk Trenów Kochanowskiego.
Twórczość Łysiaka obejmuje kilkadziesiąt książek, między innymi beletryzowane szkice historyczno-biograficzne poświęcone epoce napoleońskiej oraz liczne opowiadania i powieści sensacyjne o współczesnej tematyce politycznej. Ośmiotomowa publikacja Malarstwo białego człowieka należy do najchętniej kupowanych w Polsce prac z dziedziny historii sztuki. W swych tekstach publicystycznych dał się poznać jako nieprzejednany wróg komunizmu, często piętnując tych, którzy „dali się uwieść” ustrojowi. Jak sam podkreśla, nigdy nie należał do żadnej organizacji, koterii, czy stowarzyszenia.
We wrześniu 1969 roku, kiedy to na łamach Myśli społecznej ukazał się artykuł Łysiaka o Irlandii za czasów napoleońskich. Debiut beletrystyczny nastąpił pod koniec roku 1972, gdy w miesięczniku Morze zostały wydrukowane dwie nowele marynistyczne: Spowiedź galernika i Misja korsarza.
Następnie była Kolebka (pierwsza powieść) za którą zdobył nagrodę w konkursie z okazji 50-lecia ZLP. Po powrocie ze studiów na Uniwersytecie Rzymskim napisał na zamówienie esej o Orvieto (małe włoskie miasteczko z zabytkową katedrą), który stał się później częścią Wysp zaczarowanych.
Urodzony szczęśliwie ósmego dnia miesiąca, ożenił się też ósmego dnia pomiędzy 1888, a 1988, nosi rozmiar buta osiem stąd też mógł z łatwością przekroczyć Rubikon, największy dramat życiowy dokonał się w jego życiu 8.08.88. Zafascynowany magią liczby „8” - spłodził osiem tomów Malarstwa Białego Człowieka z osiemdziesięcioma ośmioma magicznymi rozdziałami i od tego rozpoczął tworzenie nowego świata dnia ósmego, kiedy szacowni poprzednicy w dniu siódmym n.e. jeszcze się nie pozbierali po poniesionej klęsce.
Waldemar Łysiak o sobie:
Po czyjej jestem stronie: Jestem po stronie Dekalogu, po stronie praw naturalnych, po stronie sprawiedliwości jurysdykcyjnej czyli równych szans sądowych dla każdego obywatela, po stronie prześladowanych, po stronie niskich podatków, po stronie nieskorumpowanych gliniarzy, po stronie honoru, po stronie humoru, i po stronie kobiet, które chcą mężczyzn kochać zamiast kastrować, czyli przeciwko feministkom.
Moje credo: Niektórzy ludzie sądzą, że można robić wszystko, bo żyje się tylko raz i dlatego trzeba łapać każdą okazję. Natomiast ja uważam, że właśnie dlatego, iż żyje się tylko raz, nie można robić wielu rzeczy, na przykład zawstydzających lub niegodnych, bo już nie będzie się miało drugiego życia, aby to naprawić.
Moje wartości: ...godłem mężczyzny jest honor, który jako jedyną ziemską wartość można zabrać do grobu (...) cnotą mężczyzny jest umiejętność przyznawania się oraz przepraszania, gdyś zgrzeszył lub zrobił błąd; a powinnością mężczyzny - lojalność, wierność danemu słowu.
Co mnie razi: Jestem wyznawcą opinii, ze spośród wszystkich rzeczy, których brakuje dzisiejszemu światu, a brakuje mu wielu cnót, najbardziej brakuje mu kultu dobrych manier. Inne braki, jak nielojalność, brak honoru, brak umiaru, brak tolerancji czy zdrowego rozsądku, były jego atrybutami zawsze, ale istniały kiedyś takie czasy, w których dobre maniery trzymały się mocno. Nie chcę przez to powiedzieć, że trzeba uprawiać Wersal wobec każdego i w każdej sytuacji. W pewnych sytuacjach i wobec pewnych ludzi trzeba bez namysłu robić jedno-od razu walić kandelabrem w mordę i paszoł won za próg! To jest właśnie zdrowa selekcja. Ale w życiu codziennym, w życiu towarzyskim, w życiu miłosnym i erotycznym, dobre maniery są skarbem, , który został przez dzisiejszego chama-inteligenta utracony.
Moje widzenie świata: Spoglądam już na ziemskie kłębowisko trochę z dystansem Boga, gdyż czas przyniósł mi zrozumienie, że tragedia człowiecza niewiele się różni od komedii ludzkiej. Właściwie są to pojęcia tożsame, synonimy.
Czego nie lubię? Nie lubię pamiętników. Pamiętnikarze z natury rzeczy stosują zasadę A.A.A. (Autos Auton Aulei). To starogreckie, (każdy chwali siebie samego) czyli (chwal mnie gębo moja). Wolę inne trzy razy A (Alone Against All)

