To nie jest cykl opowiadań! To cały świat!
Wielopoziomowa proza Andrzeja Sapkowskiego zachwyci każdego. Każdy znajdzie tu coś dla siebie: wyszukany archaiczny świat, brawurową przygodę, humor, szaloną miłość, meandry przeznaczenia, a także erudycyjną rewizję wielu kulturowych schematów, wspaniały język i wyobraźnię. Z przynależnych konwencji fantasy potworów, duchów, elfów, gnomów i ingerencji tajnych mocy wyciska Sapkowski tyle, ile Umberto Eco z kryminału w Imieniu róży.
Ten tom opowiadań stanowi wprowadzenie do sagi o Geralcie z Rivii i razem z Ostatnim życzeniem wyjaśniają najważniejsze wydarzenia w życiu głównych bohaterów cyklu. Zetknie się on z nowymi wrogami, ale i zyska nowych znajomych i przyjaciół. Czy uda mu się zażegnać nieporozumienia z Yennefer? Kim jest ta mała dziewczynka, która zabłądziła do lasu Brokillon? I czy rzeczywiście jest jego przeznaczeniem? Opowiadania wchodzące w skład zbioru:
- Granica możliwości
- Okruch lodu
- Wieczny ogień
- Trochę poświęcenia
- Miecz przeznaczenia
- Coś więcej
Andrzej Sapkowski jest pisarzem formatu Tolkiena, choć odeń różnym, bo zdecydowanie bliższym współczesności i obdarzonym gorętszym słowiańskim temperamentem. Czytając Sapkowskiego jesteśmy zarazem gdzieś w świecie Tolkiena, na seansie u przeinaczonego Disneya, w średniowieczu, u Sienkiewiczowskiego Zagłoby, na seminarium ekonomicznym, w krainie ponurych pogańskich obrzędów, w przemalowanej na baśniową scenerii z czarnego kryminału.
- Polityka
- Ech cholera - powiedziała nagle odsuwając się. (...) Badich głowami wyfrunęły czerwone i zielone kule (...)
- Belletyen - powiedziała gorzko - Noc Majowa. Cykl się powtarza. Niech się bawią... jeżeli mogą
(...) Geralt, spięty, gładził loki Yenneffer, wdychał zapach, jaki wydzielały.Jeśli zbyt mocno będę jej pragnął, pomyślał, wyczuje to i zrazi się. Nastroszy się, zjeży i odepchnie mnie. Zapytam spokojnie co u niej słychać...
- Nic u mnie nie słychać - powiedziała, a w jej głosie coś zadrżało - Nic, o czym warto by opowiadać.
- Nie rób mi tego, Yen. Nie czytaj mnie. To mnie peszy.
- Wybacz. To odruch. A co u Ciebie, Geralt, co nowego.
- Nic. Nic o czym warto by opowiadać.
Milczeli.
- Belletyen - warknęła nagle, poczuł, jak tężeje i pręży się jej ramię, przyciśnięte do jego piersi. - Bawią się. Świętują odwieczny cykl odradzającej się natury. A my? Co my tu robimy? My, relikty, skazane na wymarcie, na zagładę iniepamięć? Natura się odradza, cykl się powtarza. Ale nie my Geralt. My nie możemy się powtarzać. Pozbawiono nas tej możliwości. Dano na zdolność (...) a jednocześnie zabrano nam to, co (...) najprostsze i najnaturalniejsze. (...) Po naszej zimie nie będzie wiosny, nie odrodzimy się, to, co się kończy, skończy się wraz z nami. Ale i ciebie, i mnie ciągnie do tych ognisk, chociaż nasza obecność tutaj to złośliwa i bluźniercza drwina z tego święta.
Milczał. nie lubił, gdy popadała w taki nastrój, którego źródło znał aż za dobrze.(...)Objął ją, przytulił, kołysał leciutko jak dziecko. Pozwoliła.Nie dziwił się. Wiedział, ze tego potrzebuje.
- Wiesz, Geralt - powiedziała nagle, już spokojna. - Najbardziej brakowało mi twojego milczenia.
Dotknął ustami jej włosów, ucha. Pragnę cię, Yen, pomyślał, pragnę cię przecież wiesz. Przecież wiesz o tym, Yen.
- Wiem.
- Yen...
Westchnęła znowu.
- Tylko dziś - powiedziała, patrząc na niego szeroko rozwartymi oczami. - Tylko ta noc, która zaraz przeminie. Niech to biedzie nasz Belletyen. Rano się rozstaniemy. Proszę, nie licz na więcej, nie mogę, nie mogłabym...Wybacz. Jeśli cię uraziłam, pocałuj mnie i odejdź.
- Jeśli Cię pocałuję, nie odejdę.
- Liczyłam na to.
Przechyliła głowę. Dotknął ustami jej rozchylonych warg. Ostrożnie.Najpierw górne potem dolnej. Wplątał palce w jej kręte loki, dotknął jej ucha,jej brylantowego kolczyka, jej szyi. Yenneffer, oddając pocałunek, przywarła do niego a jej zręczne palce szybko i pewnie radziły sobie ze sprzączkami jego kurtki.
Opadła na wznak na płaszcz rozpostarty na miękkim mchu. Przycisnął usta do jej piersi, poczuł, jak sutka twardnieje i zaznacza się pod cienką tkaniną koszuli. Oddychała niespokojnie
- Yen...
- Nic nie mów... proszę...
Dotyk jej nagiej, gładkiej, chłodnej skóry elektryzujący palce i wnętrze dłoni. Dreszcz wzdłuż pleców ukłutych jej paznokciami. Od strony ognisk krzyk,śpiew, gwizd, daleka, odległa kurzawa iskier w purpurowym dymie. Pieszczota i dotknięcie. Jej. Jego. Dreszcz. I niecierpliwość. Posuwiste dotknięcie jej smukłych ud obejmujących biodra zwierających się jak klamra.
- Belletyen!
Oddech, poszarpany na westchnienia. Błyski pod powiekami, zapach bzu i agrestu. Majowa Królowa i Majowy Król? Bluźniercza drwina? Niepamięć?
Belletyen! Noc Majowa!
Jęk. Jej? Jego? Czarne loki na oczach, na ustach. Splecione palce rozedrganych dłoni. Krzyk. Jej? Czarne rzęsy. Mokre? Jęk. Jego?
Cisza. Cała wieczność ciszy.
Belletyen... Ognie po horyzont...
- Yen?
- och, Geralt.
- Yen... Ty płaczesz?
- Nie!
- Yen...
- Obiecywałam sobie... Obiecywałam...
- Nic nie mów. Nie trzeba. Nie zimno ci?
- Zimno
- A teraz
- Cieplej
Niebo jaśniało w zastraszającym tempie, czarna ściana lasu wyostrzyła kontury (...) błękitna zapowiedź świtu (...) Zrobiło się chłodniej. Przytulił ją mocniej, okrył płaszczem.
- Geralt.
- Mhm?
- Będzie świtać.
- Wiem.
- Skrzywdziłam cię?
Trochę.
- Zacznie się na nowo?
- Nigdy się nie skończyło.
- Proszę cię... sprawiasz, ze czuję się...
- Nic nie mów. Wszystko jest dobrze.
Zapach dymu płożącego się wśród wrzosów. Zapach bzu i agrestu.
- Geralt?
- Tak?
- Pamiętasz nasze spotkanie w Pustulskich Górach? I tego złotego smoka... Ja kon się nazywał?
- Trzy Kawki. Pamiętam.
- Powiedział nam...
- Pamiętam, Yen.
Pocałowała go (...) potem wcisnęła (...) głowę, łaskocząc włosami.
- Jesteśmy stworzeni dla siebie, - szepnęła - Może przeznaczeni sobie? Ale przecież nic z tego nie będzie. Szkoda, ale gdy nastanie świt,rozstaniemy się. Nie może być inaczej. Musimy się rozstać, by się wzajemnie nie skrzywdzić. My, przeznaczeni sobie. Stworzeni dla siebie. Szkoda. Ten lub ci,tworzący nas dla siebie, powinni zadbać o coś więcej. Samo przeznaczenie nie wystarcza, to zbyt mało. Trzeba czegoś więcej. Wybacz mi. Musiałam to powiedzieć.
- Wiem.
- Wiedziałam, że nie miało sensu, byśmy się kochali.
- Myliłaś się. Miało. Mimo wszystko.
(...)
- Nie odchodź jeszcze. Zaczekajmy do świtu...
- Zaczekajmy.