Nie pozwoliły aby wojna zniszczyła ich marzenia.
Wojna to z pozoru męska sprawa. Zmienia jednak kobiece losy tak samo mocno, jak męskie. Jak żyć w czasach, gdy własne wesele kończy się aresztowaniem przez gestapo, gdy tylko bliski poród wstrzymuje wykonanie wyroku śmierci, gdy powodzenie zadania wymaga nawiązania romansu z wrogiem? Jak zachować kobiecą wrażliwość, gdy wokół panuje okrucieństwo, przemoc i niesprawiedliwość? Gdy najmodniejszym dodatkiem staje się biało-czerwona opaska, a w torebce, obok szminki i lusterka, trzeba schować pistolet?
Łukasz Modelski wysłuchał jedenastu niezwykłych historii kobiet, których młodość upłynęła pod znakiem drugiej wojny światowej. Są wśród nich córka marszałka Piłsudskiego i wnuczka księcia Lwowa, premiera rewolucyjnego rządu rosyjskiego, która pokochała legendę polskiego podziemia - majora Łupaszkę).
Nie chcą, by nazywać je bohaterkami, ale ich historie zapierają dech w piersiach - akces do oddziału żywych torped, udział w akcjach egzekucyjnych AK, ratowanie żydowskich dzieci. Pozostają zarazem młodymi, pięknym kobietami, które chcą kochać w tych nieludzkich okolicznościach, a do Powstania Warszawskiego idą w najlepszych sukienkach, aby być gotowymi na paradę zwycięstwa. To wzruszająca i fascynująca lektura. Książka inna niż wszystkie.
Produkowały broń, montowały granaty, wykonywały wyroki i trudne bojowe zadania. Wszystkie bohaterki książki Łukasza Modelskiego, młodziutkie dziewczyny chciały działać - to je łączy. Każda opowiada fascynującą historię swojego życia, a każda z tych opowieści jest inna.
- Justyna Sobolewska, ”Polityka”
Historia II wojny światowej nie była pisana tylko przez czyny mężczyzn, lecz także kobiet. Stwierdzenie oczywistej prawdy - może ktoś powiedzieć, wiadomej od zawsze. Jednak jakoś często zapominano i zapomina się o ich wkładzie w walkę. Przed 1 września 1939 miały inne plany, podobne do setek tysięcy rówieśniczek, a w wielu punktach tożsame z równolatkami płci męskiej, nauka, studia, zdobycie wymarzonego zawodu, kontynuacja rodzinnych tradycji, udane życie osobiste.
Przedstawione bohaterki książki są przykładem wielu bezimiennych kobiet, których nazwiska zaginęły w wojennej i powojennej zawierusze, w końcu walka nie zawsze zakończyła się dla nich z dniem zwycięstwa. Podobnie jak ich koledzy z oddziałów, odczuły komunistyczne represje. Zmieniały swoją przyszłość, nie wiedząc, że część ich dawnych planów się ziści, lecz los przygotuje im jeszcze więcej niespodzianek. Jednak nawet w tak trudnym czasie, spełniały swoje marzenia, czasem płacąc wysoką cenę. Zawsze na pierwszym miejscu, przed szczęściem osobistym, stawiały działalność w konspiracji.
Większość z "Dziewczyn wojennych" w momencie wybuch wojny było tuż przed podjęciem studiów - nastolatki bądź studentkami pierwszych lat, młode kobiety, które dopiero wchodziły w życie. Przed nimi otwierał się świat dorosłych, czasem musiały wcześnie podjąć ważne decyzje życiowe, lecz tak naprawdę dopiero wojna wymogła na nich najważniejsze wybory. Od ich działań zależało wiele istnień ludzkich, ryzykowały nie tylko swoim życiem, lecz i rodziny oraz przyjaciół, a także wielu nieznajomych.
Nie były jedyne, lecz gdy poznajemy bliżej ich historie, stają się one symbolami setek, a nawet tysięcy. Gdyby nie wojna może nie byłoby im dane odkryć tych cech charakteru, które pozostawały w ukryciu lub były niedoceniane przez nie i przez otoczenie.
Oglądając filmy dokumentalne lub ich fabularne odpowiedniki wydaje się, że w podobnej sytuacji zachowalibyśmy się tak samo, ale czy na pewno? Czy w dzień ślubu, gdy do mieszkania, w którym odbywa się przyjęcie weselne, wkracza gestapo, starczyłoby odwagi, by pomóc w ucieczce kilkudziesięciu osobom, samej zostając na miejscu, by zatrzeć ślady ucieczki? Aresztowanie, tortury, Pawiak, a gdy znowu można cieszyć się wolnością, powtórnie konspiracja, do tego podejmujesz się ukrywania rodziny żydowskiej? Odwaga jednej dziewczyny, która marzyła, by zostać chemikiem, jednak nigdy nawet nie pomyślała, że zostanie bohaterką, chociaż ona sama o sobie tak nie myślała. Czy ktoś pamięta, co robił w wieku czternastu lat? Kolejna bohaterka, mając tyle lat przeprowadzała ludzi przez góry, działała w podziemiu i opiekowała się matką oraz siostrą. Gdy skończy się wojna będzie już dojrzałym człowiekiem, chociaż dopiero skończy dziewiętnaście lat. Ma za sobą przeżycia, jakimi mogłaby obdzielić szereg dorosłych, a przed sobą całe życie i wspomnienia siebie jako członka grupy likwidacyjnej - gdy rozpoczęła ten etap konspiracyjnej działalności właśnie kończyła szesnasty rok życia... Ona także pomagała uciekinierom z getta, na początku lat 90. została jedną z założycielek Polskiej Akcji Humanitarnej.
Koniec wakacji, kolejny rok studiów, jest sierpień 1939 r., a na terenie Uniwersytetu Warszawskiego trwają zapisy do grupy żywych torped, na listę wpisuje się także jedna ze studentek matematyki. Nie będzie dane jej wypełnić tego zobowiązania, jednak jako żołnierz ugrupowania podziemnego także odda część swojego życia ojczyźnie. Po wojnie dowie się o tym jej matka, nie będzie w tym widziała męstwa, a swoją porażkę - jej córka swoim życiem uratowała innych, tym razem śmierć nie zwyciężyła.
Zapalona miłośniczka latania, prywatnie córka Marszałka, ma rozpocząć od września studia na politechnice. Po ewakuacji Warszawy, przez Wilno i Kowno dociera wraz matką i siostrą do Londynu i właśnie tam rozpoczną się jej wojenne loty. To zajęcie nie jest wcale bezpieczne, bez wsparcia radiowego, często uszkodzonymi maszynami latają młodzi ludzie, którzy z powodu wieku lub dlatego, że są kobietami, nie mogą służyć w RAF-ie. Jej udaje się przeżyć tę służbę, podobnie jak i przyjaciółkom. Żadna z nich po wojnie nie wróci do latania, które było ich pasją.
Tych kilka przytoczonych wojennych życiorysów to wycinek książki i trudno zastanawiać się nawet, w jakim procencie losy pozostałych uczestniczek wojennej zawieruchy są podobne, tożsame bądź całkowicie różne. W końcu o niektórych nie wie nikt, inne zachowały dla siebie doświadczenia z tego okresu. Na każde wspomnienie z "Dziewczyn wojennych" przypada ogromna liczba tych nigdy nie opublikowanych lub przekazywanych tylko w rodzinnym gronie bądź całkowicie anonimowych.
Losy bohaterek są różne, tak samo jak i one różnią się między sobą. Jedne odznaczały się brawurą, inne bały się, gdy wykonywały rozkazy, kolejne robiły to, co uważały za słuszne. Łączyło je jedno, żadna z nich nie wyobrażała sobie, że przyjdzie im działać w konspiracji, a ich czyny będą bohaterskie. Gdyby nie wojna, dołożyłyby starań, by spełnić swoje plany i marzenia, jednak nawet ona nie przeszkodziła im w realizacji powziętych obowiązków. Z jednej strony tak niepodobne do współczesnych rówieśniczek, z drugiej nie są wcale inne, chciały bawić się, zdobywać wiedzę, spotykać z chłopcami, a z czasem założyć rodzinę, tylko gdzieś między te sny o przyszłości wmieszała się wojna, a one pomogły ją zakończyć...
- Katarzyna Pessel
Dzidzia wychowuje się w dostatnim domu poznańskiego przemysłowca, wśród ścian pełnych doskonałego malarstwa. Wuj jest słynnym profesorem historii sztuki. Jako dziecko Dzidzia nie zna polskiego, z guwernantką rozmawia po niemiecku. Ojciec zabiera ją na wycieczki do Wiednia, ale najbardziej na świecie Dzidzia chce być łyżwiarką. Figurową. W 1936 roku zajmuje trzecie miejsce na Mistrzostwach Polski. Przez myśl przechodzi jej olimpiada. Trzy lata później ma zacząć studia na wydziale chemii – ona i jej brat dziedziczą pasję chemiczną po ojcu. Tak jak z czasem mają odziedziczyć jego fabrykę. Dzidzia nie może uwierzyć, że Niemcy, których tak dobrze zna, zaczęli strzelać. I to bez ostrzeżenia. Zimą 1939 roku pomoże koledze sprzed wojny. Po kilku dniach zostanie dzięki niemu zaprzysiężona w konspiracji. Dwa lata później wezmą ślub. Z wesela trafi na tortury.
Przed warszawskim Instytutem Głuchoniemych, w miejscu, w którym osiem lat wcześniej Dzidzia zdobywa brązowy medal w łyżwiarstwie, Magdę zastanie powstanie. Ona też pozna chłopaka, który sprawi, że jej wojenne losy potoczą się w sposób niezwykły. Na Pawiaku „miną się” z Dzidzią równo o rok. Ale na razie – jest chorowita i wychuchana. Francuska guwernantka, imieninowe życzenia składane dziadkowi po grecku, prywatne gimnazjum, wielka rodzina, w której pełno malarzy, literatów, profesorów. Magda doskonale pływa i jeździ na nartach. Nie wie jeszcze, kim chce zostać, ma dużo czasu na decyzje. Pod koniec ostatniego przedwojennego lata, razem z innymi dziećmi, sypie kwiaty na ślubie młodego podporucznika. Ma 14 lat. Pół roku później przyda się jej sportowe zacięcie – zacznie przeprowadzać ludzi przez góry. Trzy lata później będzie już w oddziale wykonującym wyroki śmierci. Nie pamięta, kiedy właściwie nauczyła się strzelać.
Hala w powstaniu mija się z Magdą. Miejsca postoju ich oddziałów leżą po sąsiedzku. Idąc do powstania, przekona wartownika batalionu Magdy, żeby ją przepuścił. Na piękne oczy. Matura w 1938 roku. Zdaje ją, mając 16 lat. Bardzo jej się śpieszy. Koniecznie chce zostać historykiem. Ostatnie przedwojenne lato to czas spełnienia marzeń – dostaje się na uniwersytet. Kupuje czapkę studencką. Trochę na wyrost. Dosłownie. Kiedy ją zakłada, nikt nie wierzy, że jest studentką. Kilka miesięcy później znów będzie chciała, żeby ją przyjęli. Już nie na uniwersytet. – To przypadek, że trafiłam do ZWZ – mówi. – Chciałam być gdziekolwiek. Latem 1944 roku zdawałaby egzamin magisterski. Właśnie wtedy, wychodząc z domu, najlepszą sukienkę zapakuje do chlebaka. Na defiladę po powstaniu.
Kiedy latem 1939 roku Hala zostaje studentką Uniwersytetu Warszawskiego, Zenia na tej samej uczelni przygotowuje się do rozpoczęcia trzeciego roku matematyki. Uniwersyteckiej, więc spekulatywnej, ocierającej się o filozofię. Stoi pod dziekanatem. Jesień zapowiada się ciekawie: we wrześniu ma wyjść za mąż, powoli zaczyna myśleć o pracy magisterskiej. Na tablicy ogłoszeń pod dziekanatem czyta o naborze do sekcji żywych torped Marynarki Wojennej. Zgłasza się. Razem z grupą kolegów, którzy przyszli sprawdzić plan zajęć na nowy rok akademicki. Zostaje na miejscu zaprzysiężona...
Basia zna Halę sprzed wojny, ale w ciągu ostatnich lat nie widywały się zbyt często. Spotkają się w niespodziewanym miejscu – w niemieckim obozie po upadku powstania. Basia wiosną 1939 zdaje małą maturę w prywatnym gimnazjum. Marzy o medycynie. W domu ostatnio się nie przelewa, więc zastanawia się, czy jednak nie pójść do szkoły pielęgniarskiej. Nauka trwa krócej, zawód zdobywa się szybciej. Ma 16 lat. W ciągu pół roku będzie się uczyć pielęgniarstwa w praktyce, ale jej głównym zajęciem stanie się przygotowywanie ładunków wybuchowych. Okaże się w tym równie dobra. Przysięgę odbierze od niej legendarna „Doktor”, Zofia Franio, która będzie miała decydujący wpływ na to, że dyplomowana pielęgniarka zajmie się pirotechniką.
Przed wojną Zofia Franio współprowadzi obóz Przysposobienia Wojskowego Kobiet, jedyny, na który trafi szesnastoletnia Jagoda. Niewłaściwie wydana komenda i śmiech koleżanek sprawią, że na zawsze nabawi się lęku przed wystąpieniami publicznymi. Nie przeszkodzi jej to jednak mierzyć wysoko – dosłownie. Portrety ojca Jagody wiszą w każdej instytucji państwowej, dzieciństwo upływa jej wśród postaci „historycznych”, co do których było wiadomo, że w pisanej w przyszłości najnowszej historii Polski nie zabraknie dla nich miejsca. Jako dwunastolatka składa pierwszy model samolotu, interesuje się matematyką, potem konstrukcjami lotniczymi. W wieku 17 lat rozpoczyna przygodę z szybownictwem, dwa lata później zdobywa już wszystkie dostępne kategorie. W 1939 roku ma zacząć studia na politechnice, chce budować samoloty. Trzy lata później dwudziestojednoletnia Jagoda pozna konstrukcje dziesiątków rodzajów maszyn – samolotów szkoleniowych, myśliwców, bombowców. Będzie je pilotować. Często zdezelowane, bez radia, tylko na przyrządach, jak w czasach szybowcowych.
Przedwojenna koleżanka Jagody, rok od niej starsza Zosia Dąb-Biernacka, generałówna, córka jednego z prominentów lat trzydziestych, spędzi wojnę w Wilnie. Wojna przerwała jej studia medyczne. Z czasem Zosia zacznie dowodzić łącznością Okręgu Wileńskiego AK. Zanim to nastąpi, przyjmie przysięgę od kilka lat młodszej koleżanki gimnazjalnej i zostanie przełożoną Irki.
Irka – córka oficera, harcerka słynnej wileńskiej Czarnej Trzynastki – latem 1939 roku dochodzi do wniosku, że jest za stara na harcerstwo. Po małej maturze czas na poważniejsze życiowe zmiany. Tak myśli. Nie będzie długo czekać. Przed nią brawurowe akcje związane z przekazywaniem meldunków, broni, ludzi, ucieczki z posterunków, wartowni, samochodów. Wreszcie przesłuchania i więzienia. Irka kilkakrotnie otrze się o legendę wileńskiej konspiracji, Stanisława Kiałkę. Kiedyś, pod koniec wojny, on sam załaduje jej na wóz transport broni.
Wanda pozna go już po wojnie. Ale wtedy go nie zobaczy. Razem będą siedzieć w więzieniu na wileńskich Łukiszkach. Chyba jako jedyna nie będzie wiedziała, że to ten słynny Stach. Rodzice Wandy repatriowali się do Wilna po traktacie ryskim, zamieszkali na Zarzeczu. Tam się urodziła. Szkoła powszechna, potem zawodowa. W1939 roku Wanda ma 17 lat. Tak jak Irka, dyżuruje w magistracie, ale ma mniej szczęścia w kontaktach z podziemiem. Niemal przez całą wojnę będzie szukać przynależności. W końcu znajdzie, chociaż zupełnie inaczej, niż to sobie wyobrażała. Zamiast iść na odsiecz Warszawie, trafi do Kaługi, a „jej” wojna na dobre zacznie się w 1945 roku. I potrwa dłużej – aż do 1956 roku, kiedy wróci z Workuty. Ze Stachem.
Wileńszczyzna to polski dom Lali, Rosjanki, która czuła się Polką. Ojciec, choć książę, pracował jako agronom w Nowogródku. Rosyjski inteligencki dom, w którym czytało się wszystko, co możliwe, rozmawiało po rosyjsku, ale wytrwale uczyło się polskiego. Lala chce zostać historykiem sztuki. W 1939 roku to się nie uda. A później – dosłownie – porwie ją historia. Stanie przed wyborami, z których, bez cienia wątpliwości, wyjdzie jako Polka. Będzie robiła rzeczy, do których nigdy jej nie ciągnęło ani których nie potrafiła – opatrywała rannych, podawała amunicję, nosiła meldunki. A przede wszystkim, niemal osiem lat przeżyje w lasach z kolejnymi oddziałami dowódcy, którego kochała, wciąż uciekając przed obławami. W połowie lat pięćdziesiątych w kobiecym więzieniu w Fordonie będzie haftowała milicyjne patki mundurowe.
W tym samym czasie w hafciarni pracuje Ala, dziewczyna z Przemyśla. Matura dwa lata przed wojną, zamiłowanie do książek, ale – jedyna córka starzejących się rodziców. Nie idzie na studia. Przeżyła wojnę, opiekując się rodzicami. Nie wiedziała, że dla niej wojna dopiero się zaczynała. Do podziemia wstępuje jesienią 1944 roku. Przemyśl to już „Polska lubelska”. Jest łączniczką, ale wkrótce otrzyma zadanie, które zmieni jej życie. Ma przeniknąć do któregoś z ośrodków nowej władzy. Ala zatrudnia się w UB. Jej związek z sowieckim przełożonym to dopiero początek historii.
Kiedy w lipcu 1945 roku przez Białostocczyznę przechodzi potężna pacyfikacja wymierzona przeciw oddziałom polskiego podziemia, Lala razem ze swoim dowódcą przechodzą w pobliżu gospodarstwa Zosi Wikarskiej. W chwili wybuchu wojny Zosia ma 19 lat i skończoną szkołę powszechną. Pomaga ojcu w gospodarstwie. Już zimą 1939 roku trafia do podziemia. Jest łączniczką. Przed nią kolejne okupacje, areszty sowieckie i niemieckie, gdzieś dostaje ampułkę trucizny, z którą się nie rozstaje. Ale najpoważniejsza próba jeszcze ją czeka. Pod podłogą jej izby zainstaluje się bunkier dowództwa. Na włazie Zosia ustawi kanapę...

