Lubieżna zabawa, prześmieszne przygody rumuńskiego arystokraty, który przyjeżdża do Paryża w poszukiwaniu przygód, sławy i seksualnego zaspokojenia zachwycają humorem i odwagą w opisie orgii. To także pastisz literatury wyklętej, dzięki talentowi Apollinaire'a podniesiony do rangi wybitnej prozy.
Książka Jedenaście tysięcy pałek, czyli miłostki pewnego hospodara powstała w 1907 roku. Poeta bardzo potrzebował pieniędzy, napisał więc dwie książki erotyczne. Pablo Picasso nazwał Les Onze Mille Verges ou les amours d'un hospodar arcydziełem. Jedenaście tysięcy pałek, czyli miłostki pewnego hospodara ukazują się w świetnym przekładzie Marka Puszczewicza, tłumacza m.in. prozy Borisa Viana.
Bukareszt to piękne miasto, gdzie zdają się mieszać Orient z Zachodem. Jeśli weźmie się pod uwagę położenie geograficzne, to jest się jeszcze w Europie, lecz patrząc na niektóre obyczaje w tym kraju, na Turków, na Serbów i inne macedońskie rasy, których malownicze próbki dostrzega się na ulicach, można stwierdzić, iż jest to już Azja. A jednak to kraj łaciński, a żołnierze rzymscy, którzy go skolonizowali, byli niewątpliwie stale zwróceni myślą ku Rzymowi, będącemu w owych czasach stolicą świata i wszelkiej elegancji. Owa nostalgia za Zachodem udzieliła się ich potomkom: Rumuni myślą nieustannie o mieście, gdzie luksus jest rzeczą naturalną, a życie płynie wesoło. Lecz Rzym postradał swe splendory, król miast odstąpił swą koronę Paryżowi i nic więc dziwnego, że wskutek jakiegoś atawistycznego fenomenu myśl Rumunów zwraca się ustawicznie ku Paryżowi, który tak godnie zastąpił Rzym na czele wszechświata.
Podobnie jak inni Rumuni, piękny książę Valkutascu śnił o Paryżu, Mieście-Światłości, w którym wszystkie kobiety są równie piękne jak i łatwe. Gdy chodził jeszcze do gimnazjum w Bukareszcie, wystarczyło mu pomyśleć o jakiejś paryżance, po prostu o paryżance, by jego wierny sługa wznosił się natychmiast, zmuszając go do oddania się powolnemu, błogiemu onanizmowi. Później zwiedzał liczne zadki i przodki rozkosznych Rumunek, lecz czuł wyraźnie - potrzebował Paryżanki.
Mony Valkutascu pochodził z bardzo bogatej rodziny. Jego pradziad był hospodarem, co we Francji odpowiada tytułowi podprefekta. Owa godność przeniosła się z nazwy do rodziny i zarówno dziad, jak i ojciec Mony'ego nosili tytuł hospodara. Również Mony Valkutascu winien był się nim posługiwać na cześć swego przodka.
Lecz on przeczytał dość francuskich romansów, by umieć sobie kpić z podprefektów: No proszę - mawiał - czy to nie śmieszne mówić o sobie, iż jest się podprefektem tylko dlatego, że był nim dziad? To po prostu groteskowe!" I by być mniej groteskowym, zastąpił tytuł hospodara-podprefekta mianem księcia. „Oto - zakrzyknął - tytuł, który może przechodzić z ojca na syna. Hospodar, to tylko funkcja administracyjna, lecz słusznym jest, aby ci, co wyróżnili się w administracji mieli prawo do noszenia jakiegoś tytułu. Oto uszlachcam się sam. W gruncie rzeczy jestem własnym przodkiem. Moje dzieci i wnuki będą mi za to wdzięczne."
Książę Valkutascu był mocno związany z wicekonsulem Serbii, Vzvodanem Dupciczem, który - jak niosła po mieście wieść - chętnie nadziewał czarującego Mony'ego. Pewnego dnia książę ubrał się starannie i ruszył do wicekonsulatu Serbii. Na ulicy wszyscy mu się przyglądali, a kobiety wpatrywały się się w niego mówiąc: "Cóż za paryski szyk!"
Książę Valkutascu szedł bowiem w ten sposób, który w Bukareszcie uznany jest za paryski, a mianowicie drobnym kroczkiem, kręcąc przy tym tyłkiem. Jest to doprawdy czarujące! I gdy jakiś mężczyzna maszeruje tak po Bukareszcie, żadna kobieta mu się nie oprze, choćby nawet była małżonką samego premiera.
Przybywszy pod drzwi wicekonsulatu Serbii, Mony szczodrze obsikał fasadę i zadzwonił. Otworzył mu Albańczyk odziany w białą tunikę. Książę Valkutascu wszedł pospiesznie na pierwsze piętro, Wicekonsul Vzvodan Dupczicz był nagi w swym salonie. Spoczywał z okazałym wzwodem na miękkiej sofie, a tuż obok niego leżała Mira, czarnowłosa Czarnogórka i łaskotała go po jajach. Również była naga, a ponieważ się nachylała, wypinała w tej pozycji piękną okrągłą pupkę, śniadą i mechatą, na której delikatna skóra była tak napięta, iż omal nie pękła. Pomiędzy dwoma pośladkami ciągnęła się szczelina, głęboko wcięta i czarno obrośnięta, gdzie można było dostrzec zakazaną dziurkę, okrągłą jak pastylka. Niżej jawiły się uda, długie i muskularne, a ponieważ pozycja zmuszała Mirę do ich rozchylenia, można było dostrzec wzgórek, pulchny, soczysty, przepołowiony i ocieniony gęstym, całkiem czarnym zagajnikiem. Gdy wszedł Mony, nawet nie zwróciła na niego uwagi.