Jeden z najbardziej rozchwytywanych tytułów na tegorocznych Targach Książki we Frankfurcie. Prawa do publikacji zakupiło już ponad 20 krajów.
Chaim Mordechaj Rumkowski. Władca łódzkiego getta. Pan życia i śmierci. Dla jednych postać budząca odrazę, kolaborant zmuszający Żydów do wyniszczającej pracy na rzecz Trzeciej Rzeszy. Dla innych bohater, który prowadził z faszystami ryzykowną grę - dzięki wzorowej organizacji łódzkiego getta i korzyściom ekonomicznym, jakie przynosiło ono Niemcom, Ghetto Litzmannstadt przetrwało aż do sierpnia 1944 roku.
Kim naprawdę był Prezes Rumkowski? Wcieleniem zła, czy zręcznym graczem ratującym swoich braci? Znakomity szwedzki pisarz Steve Sem-Sandberg postanowił powrócić do tej postaci w swej najnowszej powieści. Zbadał tysiące stron dokumentów z getta i na ich podstawie stworzył książkę znakomitą. Wstrząsającą i jednocześnie wiarygodną.
Ogromną wartością powieści jest to, że Sem-Sandberg nie skupia się wyłącznie na Rumkowskim - w takim samym stopniu co Prezes interesują go zwykli mieszkańcy getta, którzy każdego dnia toczyli heroiczną walkę o przetrwanie. To powieść właśnie o nich. O tych, którzy ostatecznie nie przetrwali.
Wielkim osiągnięciem Sema-Sandberga jest to, że historia staje się u niego tylko tłem dla rzeszy barwnych postaci, zwykłej żydowskiej ludności getta, których doświadczenia splatają się w magnetyczną całość. To książka o rozdzierającym serce cierpieniu i niewyobrażalnym złu. Dickens byłby bardzo zadowolony z takiej powieści.
- Carmen Callil, Guardian
Tą książką Sem-Sandberg wszedł w magiczny krąg najważniejszych europejskich pisarzy.
- Anna Paterson, The Independent
Ostatnia książka Steve'a Sema-Sandberga – ogromna, lecz wypolerowana na błysk pod każdym względem – jest także majestatycznym portretem, w którym udokumentowane fakty tworzą podstawę literackiego wejrzenia w losy historii.
- Mikael van Reis, Svenska Dagbladet
Któregoś ranka niemiecka policja zameldowała, że na „aryjskim terytorium", przy ogrodzeniu z drutu, tuż obok osławionej teraz wachy na Limanowskiego znaleziono ciało kobiety. Kobieta leżała na wznak, z głową w stronę ulicy i z rękami pod dziwnym kątem względem tułowia.
Ci dwaj wachmani, którzyją znaleźli, sądzili początkowo, że nie żyje, ot jeszcze jedna z serii tych żydowskich samobójczych ofiar. Lecz gdy się pochylili, żeby zająć się ciałem, spostrzegli, że ciągle oddycha. Przeszukali ubranie kobiety, ale nie znaleźli żadnego dowodu tożsamości. Niemieccy żandarmi stanęli teraz przed prawdziwym dylematem. Ponieważ nie było żadnych dowodów tożsamości, nie mogli stwierdzić z pewnością, czy kobieta należy do żydowskiej, czy aryjskiej strony drutów; czy próbowała wydostać się z getta, czy też przeciwnie (co ciągle się zdarzało — przykładem choćby Zawadzki!), usiłowała przez druty dostać się do środka.
Naradziwszy się z przełożonymi, postanowili dostarczyć ciało do biura Przełożonego Judenratu, by już tamtejsi pracownicy martwili się, co dalej. Jednocześnie kripo zażądała raportów dziennych od komendantów wszystkich posterunków, żeby zobaczyć, czy gdzieś w getcie nie zgłoszono brakującej lub zaginionej Żydówki. Przejrzano także rejestry szpitalne i wykaz pacjentów kliniki psychiatrycznej na Wesołej, gdzie wielu z zamożniejszych mieszkańców getta zostawiało swoich mentalnie lub fizycznie osłabionych krewnych. Lecz nie odkryto nigdzie zgłoszeń o zbiegłych lub zaginionych pacjentach...