Kora, Kora. A planety szaleją to najnowsza biografia jednej z najbardziej charyzmatycznych wokalistek polskiej sceny rockowej - Kory. Książkę napisaną przez Kamila Sipowicza wydała Agora.
Kory nie trzeba nikomu przedstawiać - gwiazda zespołu Maanam to dla jednych nigdy nie-zdetronizowana pierwsza diwa polskiego rocka i wyjątkowa artystka, dla innych - celebrytka słynąca z kontrowersyjnych poglądów i niestandardowych zachowań. Jaka jest naprawdę? Odpowiedzi warto poszukać w najnowszej biografii artystki "Kora, Kora. A planety szaleją" napisanej przez jej obecnego partnera życiowego Kamila Sipowicza.
Książka została oparta na wydanej w 1998 r. publikacji "Kora i Maanam - podwójna linia życia".
W najnowszej biografii Kory pojawiło się jednak bardzo wiele nowych wątków dotyczących zarówno przeszłości, jak i aktualnych wydarzeń z jej życia. Wśród nich znalazły się m.in. opowieść o pierwszej miłości, narodzinach wnuka i udziale w show "Must Be the Music. Tylko muzyka".
Wiele wątków poruszonych we wcześniejszym wydaniu zostało wzbogaconych o nieznane dotąd szczegóły. Artystka opowiedziała m.in. o kolejnych faktach dotyczących dzieciństwa spędzonego w domu dziecka, zdradziła, kim są najważniejsze osoby w jej życiu, jaki ma stosunek do narkotyków, mniejszości seksualnych i seksu.
Kora - kobieta fascynująca, a nawet więcej: kobiecość sama, kobiecość wolna, nieokiełznana i ekspresyjna. A więc: Kora pisze o sobie, dziecku w sobie, kobiecie w sobie, o życiu kobiety i o facetach oraz o sprawach naprawdę ważnych. Pisze również o sprawach mniej ważnych. Bo któż zna kryteria tego, co naprawdę w życiu ważne? Ta książka to krótka biografia, zapis pewnego etapu intymno-publicznego życia, ale przede wszystkim opis istotnych warstw naszej rodzimej kultury. To jeden z kluczy do jej zrozumienia, równie niezbędny jak »Wesele « Wyspiańskiego czy »Ferdydurke « Gombrowicza. To również klucz do zrozumienia fenomenu samej Kory. A kto nie przeczyta, ten trąba!
- Magdalena Środa
Nigdy nie lubiłam biografii. Są dla mnie jak ekshibicjonizm, jak podglądanie przez dziurkę od klucza. Alę tę chciałam przeczytać. Nie ukrywam, że przede wszystkim dlatego, iż traktuje o ikonie polskiego rocka. O wielkiej divie, jaką jest Olga Jackowska, szerszemu gronu znana jako Kora, Kora z Maanamu.
W listopadzie wydawnictwo Agora wypuściło na polski rynek księgarski dzieło Kora Kora. A planety szaleją, sygnowane nazwiskiem Kamila Sipowicza. Czego spodziewałam się po tej książce? Tak naprawdę sama nie wiem. Myślę, że liczyłam na nieco więcej muzyki. Choć, i tak, nie ukrywajmy, jest jej w tej książce sporo. Prawie każdy rozdział zaczyna się cytatem z innej piosenki Maanamu czy Kory.
Wróćmy jednak do tego, dlaczego sięgnęłam po tę biografię. Myślę, że trochę z niezdrowej chęci podejrzenia tego, co dzieje się za kotarą. Ciekawość, co też tu o niej napisano. Bo to przecież biografia artystki spisana piórem jej życiowego partnera. Spodziewałam się, że skoro pod książką podpisał się Kamil Sipowicz, to będzie ona filozoficzna i stronnicza. I nieco taka właśnie jest, ale na szczęście nie w takim stopniu, w jakim być by mogła.
Sipowicz przede wszystkim występuje tu w roli "spisywacza", książkę czyta się nieco jak, powiedzmy kronikę Galla Anonima. Trochę pod dyktando stworzona. Ale może to jedynie moje wrażenie. Cały tekst pisany jest bowiem w pierwszej osobie, jakby kora sama opowiadała.
Dużo tu spraw wstydliwych, bolesnych, takich, o których ostatnio najczęściej mówi się na kozetce u psychoanalityka. I stąd powziąć można podejrzenie, że książka jest próbą rozliczenia się z przeszłością, z jej duchami. Jest zrzuceniem z ramion ciężaru, niesionego przez lata. Oczyszczenie, katharsis? Może takie jest zadanie tej biografii.
Momentami tę opowieść Kory czyta się ze współczuciem. Szczególnie, kiedy pokazuje dzieciństwo w domu dziecka, prowadzonym przez siostry-sadystki, destrukcję i próby samozniszczenia, samounicestwienia się.
Są też chwile wręcz cukierkowe, kiedy artystka siebie przedstawia jako matkę wręcz idealną, troskliwą, tolerancyjną, matkę partnerkę, ale nie kumpelkę. Czy rzeczywiście było aż tak dobrze w relacjach matka-dzieci? O to trzeba byłoby zapytać synów Kory.
Książkę warto przeczytać chociażby po to, aby wzbogacić się o nowa wiedzę. I nowe doświadczenie. Bo czytanie tego typu prozy zawsze jest doświadczeniem. Nie umiem powiedzieć, czy książka mi się podobała, czy też nie. Po prostu zastanawia mnie, ile w niej jest Kamila, a ile tak naprawdę samej Kory. Nawet w tym, że premiera książki całkiem przypadkowo zbiegła się z premierą najnowszego solowego krążka Kory. Skoro już robić medialny szum i promocję, to lepiej od razu podwójną, prawda? A że tej artystki ostatnio dużo w medialnej papce, jaką serwują nam komercyjne stacje telewizyjne...
Ale skoro już, dłońmi Kamila, postanowiła wam o sobie opowiedzieć, to nie zmarnujcie tego zaufania, jakim was obdarzyła. Czytajcie i nie oceniajcie.
Moja ocena: 6/10
- Katarzyna Kozłowska, bestsellery.NET