Książka

Mój przyjaciel zdrajca

Mój przyjaciel zdrajca

Maria Nurowska

Wydawnictwo: W.A.B.

Cena okładkowa: 39,90


Chcesz mnie opisać jako zdrajcę, zrób to, chcesz przyznać rację mojej najbardziej dramatycznej decyzji życiowej, będę się tylko cieszył - mówi podczas spotkania w 1999 roku Ryszard Kukliński. Stawia przy tym tylko jeden warunek: książka może się ukazać dopiero po jego śmierci.

Maria Nurowska uważnie słucha, pyta i patrzy na tego niewysokiego mężczyznę, którego życie było bardziej fascynujące niż jakakolwiek literacka fikcja. „Freedom Fighter" - jak nazwali go Amerykanie - lubił pracować w nocy. W Sztabie Generalnym panowała wtedy cisza i spokój, a on w mroku widział dalej i ostrzej. Chwilami czuł się jak Konrad na szczycie Mont Blanc, gdy z pełną jasnością uświadamiał sobie, że w przypadku inwazji wojsk radzieckich na Zachód, Polska będzie pierwszym miejscem, które NATO wyznaczy jako cel nuklearnego ataku. Dlatego w 1972 roku podjął próbę nawiązania kontaktu z przedstawicielami armii amerykańskiej i kilka miesięcy później rozpoczął z nimi współpracę. By chronić żonę, przeobraził się w amanta i uwodziciela. Wiedział, że kobiety zawsze stanowiły najlepsze alibi.

Zanim jednak zaczął prowadzić tę niebezpieczną grę, w której ważyły się losy całego narodu, był zwykłym chłopcem, który wstąpił do szkoły oficerskiej, dostał we Wrocławiu mieszkanie tak duże, że można by po nim jeździć na wrotkach, zakochał się w chudej dziewczynce w niebieskiej sukience, która grała na rozstrojonym pianinie.

Kukliński opowiada też o swojej miłości do żeglarstwa, ulubionej pigwówce, dramatycznej ucieczce z PRL-u, nietypowej wojnie z myszami, stracie dwóch synów...

Dla jednych był zdrajcą, dla innych - bohaterem. Podczas pierwszego spotkania w Waszyngtonie powiedział: Opisz mnie ze wszystkimi moimi ułomnościami i błędami, jakie popełniłem. Chciałbym, by zapamiętano mnie jako człowieka, a nie jakiegoś Jamesa Bonda o nadludzkich możliwościach. Był rok 2002, więc Marii Nurowskiej wydawało się, że ma jeszcze dużo czasu na rozmowy, spotkania, opracowanie materiału. I gdy Ryszard Kukliński dwa lata później zmarł, autorka wciąż miała w głowie mnóstwo pytań.

Kukliński zdążył jej opowiedzieć o najtrudniejszej decyzji swojego życia, kiedy to postanowił w pojedynkę wydać wojnę zbrodniczemu systemowi. O pierwszych próbach nawiązania kontaktu z Amerykanami, sposobach przekazywania informacji, kobietach, które miały zapewnić mu alibi, i o zimnym pocie spływającym mu po plecach, gdy wydawało się, że został zdekonspirowany. Wspominał pierwsze mieszkanie we Wrocławiu - tak duże, że mógł po nim jeździć na wrotkach, i sukę Kamę, której z tęsknoty za nim pękło serce. Wydobywał z pamięci chudą dziewczynkę w niebieskiej sukience, która została jego żoną, pierwszy romans, nieznaczące przygody i wielkie namiętności.