Tango dla trojga Marii Nurowskiej, jednej z najpopularniejszych polskich pisarek, cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem czytelników. Nakładem Wydawnictwa W.A.B. ukazało się nowe, trzecie wydanie tej powieści. Ola jest drugą żoną Zygmunta, swojego nauczyciela sztuki aktorskiej. Z powodu dręczących ją wyrzutów sumienia wobec jego byłej żony, Elżbiety, postanawia jej pomóc. Prowadzi intrygę, w wyniku której mają wszyscy troje zagrać w sztuce Bułhakowa o Molierze i jego dwóch partnerkach życiowych – starszej i młodszej. Kobiety powoli się zaprzyjaźniają. Jest to jednak przyjaźń toksyczna. Zaczynają grać nie tylko na scenie, ale i w życiu. Ola staje się ofiarą własnego podstępu. Gubi się. Tango dla trojga to książka o trudnej miłości. Uczuciu, które z jednej strony prowadzi do katastrofy, z drugiej do swoistego wyzwolenia. Odkrycie, że wszyscy odgrywamy kolejne role w teatrze życia, daje Oli impuls do walki o samą siebie. Tango dla trojga jest historią opowiedzianą przez emocje.
Ola jest młodą, utalentowaną aktorką. Jej życie zawodowe to pasmo sukcesów. Kiedy zakochuje się ze wzajemnością w Zygmuncie, wydaje się, że do szczęścia nic więcej nie potrzeba. Jednak Ola nie może zapomnieć o kobiecie, której miejsce zajęła. Postanawia jej pomóc. Doprowadza do wystawienia sztuki o Molierze i jego dwóch partnerkach życiowych, starszej i młodszej. Główne role zagrają Zygmunt, jego była żona - Elżbieta i sama Ola.
Ten pomysł pojawił się niemal równocześnie z propozycją, którą otrzymałam. Mój teatr miał zamiar wystawić Zmowę świętoszków Bułhakowa i Brzeski, reżyser, chciał mi dać rolę Armandy. Myślał też o Zygmuncie w roli Moliera.
– Ludzie lubią oglądać małżeństwa na scenie – powiedział.
Wiedziałam, o co chodzi. Czasy nie były dla teatru sprzyjające i należało wybierać taki repertuar i takich aktorów, którzy przyciągnęliby widza. Stąd propozycja dla mnie i dla Zygmunta, ostatnio dużo się o nas mówiło. Ogólna ciekawość tym bardziej nie była zaspokojona, że odmawialiśmy udzielania wywiadów. A jeżeli już, to ani słowa o życiu prywatnym. Pomysł był szalony, ale postanowiłam go zrealizować za wszelką cenę.
– Czy znalazł już pan kogoś do roli Magdaleny? – spytałam Brzeskiego.
– Zastanawiam się.
– To ja mam dla pana aktorkę.
– Tak?
Obaj z Zygmuntem patrzyli na mnie z zaciekawieniem.
– Przyjdę do pana do gabinetu – powiedziałam. Zjawiłam się tam pół godziny później.
– No, cóż to za propozycja, Olu?
Spoglądał na mnie życzliwie. Czułam, że mnie lubi. Nie miał zresztą powodów, by mnie nie lubić. Nie sprawiałam mu żadnych problemów. Nie walczyłam o role, nie grymasiłam, kiedy miałam zagrać epizod, byłam na ogół punktualna. Trochę tę naszą sielankę zakłócił mój wypadek z wazonem. Ale potem wszystko wróciło do normy.
– Muszę najpierw pana przygotować, żeby nie dostał pan zawału.
– To aż tak!
– Aż tak, ale naprawdę warto. Myślę o Elżbiecie Górniak.
Teraz, gdy jestem zawieszona pomiędzy życiem a... śmiercią... czy ja walczę o życie? Jak ze mną jest naprawdę? Jak bardzo groźny był ten wypadek... Teraz mój pomysł wydaje się jeszcze większym szaleństwem. Jak mi się udało doprowadzić go do końca, przekonać wszystkich zainteresowanych? Przecież skompletowanie takiej obsady zakrawało na absurd...