Kryminał, jakiego jeszcze w Polsce nie było! Żywa, dowcipna, dynamiczna akcja, pełna nieoczekiwanych i zaskakujących zwrotów. Powieść barwniejsza niż hollywoodzki film - czyta się doskonale!
Jeśli spodobała Ci się książka Diabeł ubiera się u Prady, musisz przeczytać serię o Haley Randolph.
Torebki i morderstwo to dowcipna i inteligentna powieść dziejąca się w Los Angeles, Mieście Aniołów, z rozlicznymi centrami handlowymi, butikami i straganami gdzie sprzedaje się damskie torebki. Pasją życiową bohaterki, Haley Randolph, są właśnie torebki. Ale wyłącznie MARKOWE, zaprojektowane przez stylistów z najwyższej półki... I ta namiętność sprowadzi na bohaterkę mnóstwo kłopotów, wśród których najmniejszymi będą oskarżenia o morderstwo i defraudację...
Aby mieć środki na życie - i na swoja życiową pasję - Haley musi pracować na dwóch posadach. Ta główna, prestiżowa, to praca w renomowanej firmie prawniczej Pike&Warner, której centrum decyzyjne mieści się na tajemniczym, i dla urzędniczego proletariatu firmy niedostępnym, Szesnastym Piętrze. Druga posada to praca ekspedientki-kasjerki-sprzątaczki-magazynierki (zależnie od kaprysu kierownictwa...) w wielkim domu towarowym Holt's, w którym sprzedaje się "ohydne ciuchy", "koszmarne buty" i "beznadziejne torebki"... To właśnie tam, w magazynie damskiej bielizny, znajduje zwłoki Richarda, wyjątkowo niesympatycznego faceta, którego ktoś zatłukł drążkiem wyłamanym ze stojaka na ubrania... Niebawem ona sama staje się główną podejrzaną. Haley sama musi oczyścić się z zarzutów i podejmuje prywatne śledztwo. Kończy się ono nieoczekiwanym rezultatem...
Wydawnictwo Bellona w notatce prasowej o tej książce napisało, iż jest to coś dla miłośników hitu kinowego Diabeł ubiera się u Prady. Zaintrygowana tym opisem postanowiłam zapoznać się z książką Dorothy Howell Torebki i morderstwo.
Cóż mnie na kartach tej powieści spotkało? Poznałam Haley Randolf – młodziutką miłośniczkę torebek damskich. Małych, dużych, kopertowych. Wszystkich. Byleby tylko miały odpowiednio wyeksponowane logo projektanta i byleby był on projektantem o międzynarodowej klasie i sławie! Haley pracuje w księgowości wielkiej firmy prawniczej, ale jej zakupowe upodobania sprawiają, iż konto odkryło już nie tylko drugie, ale i trzecie dno. I istnieje wielkie prawdopodobieństwo, iż bez dodatkowego dochodu od tego dna się nie odbije. Dlatego potrzebne jest jakieś pomocnicze zajęcie. Haley znajduje takowe – w domu towarowym, jako ekspedientka. Praca nie należy ani do lekkich, ani do przyjemnych. Ale daje zarobek. Niespodziewanie też staje się jedynym źródłem utrzymania. W firmie prawniczej bowiem Haley oskarżona zostaje (nieoficjalnie) o malwersacje. W związku z czym zostaje zawieszona do odwołania. Co oznacza – brak poborów. Sytuacja jest fatalna, chciałoby się rzec, że tragiczna. Ale to dopiero początek. W domu towarowym, gdzie dorywczo zatrudniła się nasza operatywna miłośniczka torebek, dokonana zostaje zbrodnia. Ktoś morduje kierownika sklepu. Co prawda nikt go nie lubił, ale fakt jest faktem. Dodatkowo ciekawostka – ciało odnajduje kto? Haley. I to ona, co zapewne nikogo nie dziwi, postanawia rozwiązać zagadkę tego morderstwa. Tym bardziej jej na tym zależy, im bardziej poznaje obłędnie przystojnego właściciela domu towarowego...
Dlaczego z takim przekąsem piszę o tej książce? Bo totalnie mnie rozczarowała. Napisana jest językiem, jakiego bardzo nie lubię. Mnóstwo eufemizmów, zdecydowanie za dużo infantylności i naiwności, momentami wręcz zwykłej, ludzkiej głupoty. I – co okazało się dla mnie najbardziej irytujące – nie polubiłam bohaterki. No nie polubiłam. Nigdy nie przepadałam za słodkimi, ślicznymi, głupiutkimi snobkami. A taka właśnie jest Haley. Nie przekonało mnie do niej nawet to, iż w głębi duszy jest uczciwa aż do bólu, prostolinijna, życzliwa i dobra.
Książka, moim zdaniem, wcale nie jest skierowana do miłośników Diabeł ubiera się u Prady. Mnie skojarzyła się z zupełnie innych kinowym przebojem – Dziennikiem Bridget Jones. Ten sam styl mówienia, te same gafy, ten sam problem z radzeniem sobie w trudnych sytuacjach, w stresie. Normalnie dwie te same dziewczyny. Bridget też nie lubię.
Książka kończy się w sposób sugerujący następną część. Ale ja chyba podziękuję i nie skorzystam.
Moja ocena: 5/10
- Katarzyna Kozioł, bestsellery.NET
Zazwyczaj nie czytam książek spod szyldu literatury kobiecej. Wszystkie tego typu książki, które miałam okazję przeczytać, okazały się mniejszym lub większym rozczarowaniem. Ten nurt literatury jest mi obcy ideowo i nie zaspokaja moich czytelniczych potrzeb. Za to moim ulubionym gatunkiem literackim jest kryminał. Wydawca zapewnienia, że „Torebki i morderstwo” są zgrabnym połączeniem literatury kobiecej i kryminału. Więc dlaczego nie spróbować?
Porządny kryminał powinien zawierać tajemniczą zbrodnię, inteligentnego detektywa oraz wielowątkową fabułę, wskazującą kilku potencjalnych podejrzanych. Może zawierać wątki z życia prywatnego bohaterów oraz elementy humorystyczne. A jak to wygląda w przypadku „Torebek i morderstwa”? Zbrodnia jest. W magazynie zostaje znaleziony martwy pracownik domu towarowego. Rozbita głowa i kałuża krwi. Znajduje go Haley Randolph, ekspedientka z przymusu, zawieszona pracowniczka firmy prawniczej oraz fanka torebek, a także wszystkiego, co markowe i z dużym logiem. Nie wpada w panikę, zachowuje zimną krew i robi wszystko, co trzeba zrobić w takiej chwili. W związku z tym policjanci, którzy zjawiają się na miejscu zbrodni, podejrzewają ją o zamordowanie nielubianego kolegi. Jednak to nie oni otrzymali rolę detektywów, ale właśnie Haley. Można o niej powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że jest inteligentna. Naiwna, głupiutka, próżna, nierozgarnięta – tak. Natomiast inteligencja to nie jej styl. Haley nie podejmuje się więc rozwiązania sprawy. Wszystko wokół niej dzieje się przez przypadek, a główna bohaterka bardziej jest zmartwiona faktem, że kupiła zbyt dużo markowych torebek i teraz nie stać jej na ekskluzywny notes od Louisa Vuittona niż trupem i oskarżeniami. Przypadkiem też nawiązuje romans ze swoim szefem i właścicielem sieci domów towarowych. Gdzie jest zatem miejsce na rozwiązanie zagadki? Średnio co pięćdziesiąt strona Haley wpada na pomysł sprawdzenia czegoś w komputerze, od czasu do czasu porozmawia z byłymi współpracownikami zamordowanego, ale raczej nie wyciąga wniosków. Po prostu nie ma na to czasu – rozmyśla o torebkach, na które nie ma pieniędzy, unika pracy, romansuje, flirtuje i handluje podrabianą galanterią. Haley nie wzbudza sympatii, za to irytuje do granic wytrzymałości. Wiele razy podczas czytania mruczałam pod nosem, że to niemożliwe, aby była aż tak głupia. Niestety jest.
Co więcej, fabuła kręci się wokół wszystkiego prócz rozwiązania zagadki, które ostatecznie okazuje się być wręcz absurdalne. Dorzućmy do tego humor sytuacyjny typowy dla literatury kobiecej. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że Doroty Howell próbuje reanimować ducha Bridget Jones, który przez lata zdecydowanie stracił na świeżości. Przez ponad półtorej dekady od powstania książek Helen Fielding w literaturze pojawiło się tak wiele podobnych bohaterek, iż naprawdę nie rozumiem takiego zabiegu.
Oczywiście książka ma szansę spodobać się wszystkim tym, którzy gustują w literaturze łatwej, przyjemnej i relaksującej. Osoby te z pewnością docenią całkiem niezły styl pisania Howell oraz ucieszą się z faktu, iż planowane jest wydanie kolejnych książek z torebkami w tle. Cóż, ja przekonałam się po raz kolejny, że literatura kobieca nie jest dla mnie, nawet ta z z wątkiem kryminalnym.
Moja ocena: 4/10
- Murietka, bestsellery.NET