Najważniejsze wydarzenie literackie 2012 roku!
Nikt nie mógł przeczytać Tajnego dziennika wcześniej. Cała twórczość Mirona Białoszewskiego to osobliwy pamiętnik. To dzieło - ze względu na stopień szczerości i samoobnażenia - mogło zostać wydane dopiero kilkadziesiąt lat po śmierci poety. W swojej "domowej epopei" Białoszewski przygląda się ludziom, znanym i nieznanym. Przygląda się również sobie, odsłania bujne życie towarzyskie, artystyczne, prywatne, erotyczne. Grzesznik, który „grzech” swój wybrał i przełamał tabu. Optymista, któremu życie nie oszczędziło męczarni, choroby i samotności.
Miron opowiada o przygodzie swojego życia trochę jak przybysz, który został "wstawiony w ten świat". Jawa, sen i wspomnienia - wszystko to, przywołane z niesamowitą wyrazistością, splątane w jeden węzeł tworzy rodzaj wielowątkowej powieści o sobie samym. Ten dziennik dzieje się przed nami.
Mając piętnaście, szesnaście lat po raz pierwszy zdał sobie sprawę ze swojego homoseksualizmu. Pisze w dzienniku o tym, jak rozpoznawał samego siebie. Gdyby mieszkał w Paryżu czy Nowym Jorku, nikt by nie pytał, z kim śpi, o której wstaje i jak się ubiera. On tymczasem żył w peerelowskiej Warszawie.
- Tadeusz Sobolewski
Myślę, że każdy z was zna to nazwisko. Miron Białoszewski. Poeta, powstaniec, należał do pokolenia współczesności. Prozaik, autor Pamiętnika z powstania warszawskiego. Tyle o nim wie każdy przeciętny Polak. A jaki był naprawdę? Na to pytanie pozwala odpowiedzieć jego dziennik. Tajny dziennik, który ukazuje się dopiero kilkadziesiąt lat po śmierci Białoszewskiego. Śmierć spotkała go w 1983 roku. Tylko, o ile się nie mylę, o 2 lata przeżył swojego własnego ojca.
Jaki był? Jak wyglądały czasy, w których przyszło mu żyć? Pamiętnik obejmuje ostatnie lata życia artysty – od roku mniej więcej 1975 do 1983, roku śmierci Białoszewskiego. Zima stulecia, podczas której zamarzało dosłownie wszystko. Jedno z najważniejszych lat tamtego okresu – czerwiec 1979 i pierwsza pielgrzyma Karola Wojtyły, jako papieża do Polski. To nie wszystko, co można znaleźć w tej książce. Mnóstwo intrygujących, momentami zabawnych wydarzeń, wiele mówiących o obyczajach końca lat 70-tych i początku 80-tych. Czy można się z kimś pokłócić o kota? Albo zostać posądzonym o kradzież, bo do domu wniosło się paczkę, znalezioną w śmietniku? Ta książka pokazuje, że tak. Świat, Polska, wydarzenia widziane oczami człowieka nieprzeciętnego, obdarzonego doskonałym zmysłem obserwacji. Ludzie, opisywani z perspektywy człowieka, na co dzień bywającego wśród nich, który jednak bardziej przypomina zamkniętego w sobie samotnika i odludka, niż duszę towarzystwa, jaką zazwyczaj bywają artyści.
Białoszewski opisuje siebie w taki sposób, iż w głowie naszej pojawia się obraz człowieka, który skarży się na sztuczną szczękę, ciężko chorego na serce, słabowitego, momentami naiwnego. Wiecznie śpiący, potrafi spać po 20 godzin na dobę. Czasem nawet więcej. Wiele rzeczy go cieszy, wiele irytuje, ale pisze o tym w sposób praktycznie pozbawiony emocji, beznamiętny, rzekłabym. Specyfika pisania, prywatnego pisania Białoszewskiego chyba właśnie na tym polega. Nawet o zabawnym wydarzeniu pisze ze śmiertelną powagą. Jakby każdemu wydarzeniu w swoim życiu chciał nadać taką samą rangę.
Książkę czyta się znakomicie. I powoli. W skupieniu. Bo tego wymaga i na to zasługuje. To dzieło, które bierze się do rąk i kartkując, przeżywa. Nie wiem, czy nasto- i dwudziestoparolatkowie tę książkę zrozumieją. Ale tym nieco starszym zdecydowanie polecam. Dlaczego można mieć problem ze zrozumieniem? Bo trzeba, choć odrobinkę znać tamtą epokę, sięgnąć, po choć kilka utworów Białoszewskiego, aby mieć pełen obraz zarówno człowieka, jak i kontekstu, w którym żyć mu przyszło. Jeszcze przed premierą Tajny dziennik (wraz z "suplementem" do niego – mającą mieć premierę tego samego dnia książką Tadeusza Sobolewskiego Człowiek Miron – obie ukażą się nakładem Wydawnictwa Znak) okrzyknięty został najważniejszym wydarzeniem literackim 2012 roku. Wydarzenie to nieco straciło na mocy w obliczu śmierci Wisławy Szymborskiej. Ale może tym bardziej warto czekać na premierę tej, a raczej tych książek?
Moja ocena: 9/10
- Katarzyna Kozioł, bestsellery.NET