Gdy młody, dobrze rokujący Portugalczyk pojawił się w Manchesterze United w 2003 roku, sir Alex Ferguson bez wahania ubrał go w koszulkę z numerem 7, którą kiedyś dumnie nosiły takie gwiazdy jak George Best, Eric Cantona czy David Beckham. Oczekiwania były ogromne, a Ronaldo nie rozczarował. Jako pierwszy piłkarz Premier League zdobył w 2008 roku tytuł Piłkarza Roku FIFA.
W czasie prezentacji na Estadio Santiago Bernabéu 80 tysięcy kibiców przyszło oglądać swojego nowego idola. Od czasu słynnego transferu za 96 milionów euro do Realu Madryt, trwa jego dobra passa w zdobywaniu goli, która sprawia, że rywalizacja między nim a Leo Messim z FC Barcelona staje się jeszcze bardziej zaciekła. Król strzelców Primera División już teraz na stałe zapisał się złotymi zgłoskami w historii piłki nożnej.
Luca Caioli w swojej książce opisuje historię Ronaldo nie tylko z perspektywy boiska, ale – jak nikt wcześniej – dociera do sekretów życia prywatnego, co w przypadku tak rozpoznawalnego piłkarza‑celebryty nie jest sprawą łatwą. Zapraszamy w wyjątkową podróż, zaczynającą się na małych boiskach podwórkowych, a kończącą w blasku reflektorów największych stadionów świata, gdzie prowadzi tylko jedna droga: ciężka praca i obsesyjne dążenie do doskonałości.
Polskie wydanie Ronaldo. Obsesja doskonałości, wzbogacone niepowtarzalnym wstępem napisanym przez Jerzego Dudka, jest światową premierą pełnej wersji książki. Dla fanów CR7 – pozycja obowiązkowa.
Kiedy gasną światła
Pamiętam to bardzo dobrze, bo zdarzało się wielokrotnie przed meczami Realu. Cristiano i kilku innych zawodnikow, najczęściej Marcelo i Pepe, rozgrywali ciekawą gierkę, dość swobodną odmianę siatkonogi: wykonywali jakąś skomplikowaną sztuczkę techniczną i podawali do kolegi, ktory miał tę sztuczkę powtorzyć tak, żeby piłka nie dotknęła ziemi. Patrzyłem na te zawody i często nie mogłem wyjść z wrażenia, co też ci ludzie potrafią –szatnia na Bernabeu pełna jest wybitnych piłkarzy, gwiazd i specjalistow w swoim fachu. Ale tego, co z piłką wyprawiał Ronaldo, nie potrafił powtorzyć nikt.
Poznałem go osobiście w Madrycie, ale pierwszy kontakt mieliśmy na boiskach angielskich i postawmy sprawę jasno: zdecydowanie bardziej wolę grać z nim, niż przeciwko niemu. Potrafi być śmiertelnie niebezpieczny dla obrońcow, stwarza ciągłe zagrożenie i każda piłka adresowana do niego może zwiastować gola. Strzela obiema nogami, głową i z piętki, podaje klatką piersiową i plecami, jest do tego piekielnie szybki, niezwykle inteligentny i nadludzko silny. Nigdy nie wiesz, co zamierza zrobić, a kiedy już się dowiesz – coż, zwykle jest za poźno.
Kiedy grałem w Liverpoolu i czekał nas mecz przeciwko Manchesterowi, w ktorym szalał Ronaldo, boczni obrońcy zawsze prosili o dodatkowe wsparcie. Bardzo trudno jest samemu zatrzymać zawodnika uważanego za jednego z najlepszych na świecie w grze jeden na jeden. Starałem się - i wiem, że robią tak inni bramkarze - poznać ulubione akcje Cristiano; dowiedzieć się, jak najbardziej lubi strzelać, jakie wykonuje zwody. Wszystko po to, żeby być możliwie najlepiej przygotowanym, żeby wyobrazić sobie jego strzał zanim ten jeszcze dojdzie do skutku. Wachlarz jego umiejętności jest jednak tak szeroki, a wybor zagrania tak błyskawiczny, że często pozostaje tylko wiara we własne umiejętności i odrobinę szczęścia.
Jego wielką bronią są rzuty wolne – niezwykle trudne do obrony, a prawie niemożliwe do złapania. Mają specyficzną rotację i sprawiają bramkarzom wiele problemow – nawet jeśli piłka leci w środek bramki, często muszą wybijać ją bez większej kontroli i mnostwo goli pada po dobitkach.
Ronaldo, tak jak każdy zawodnik, ma swoje rytuały – zawsze dzień przed meczem, po treningu, prosił mnie lub innego z bramkarzy, i ćwiczyliśmy rzuty wolne. Jeśli był to mecz pucharowy - dodatkowo rzuty karne. Zawsze schodziliśmy z przedmeczowych treningow jako ostatni i teraz, kiedy poznałem jego umiejętności niejako od kuchni, mam na ten temat swoją teorię. Znałem wielu zawodnikow, ktorzy świetnie wykonywali stałe fragmenty gry, ale żaden nie robił tego tak mocno i tak precyzyjnie. Pewnie wynika to z jego budowy ciała – ma niesłychanie silne nogi, a przy wzroście 188 cm, nosi buty o rozmiarze zaledwie 41. Kręciłem z nim niedawno reklamowkę dla firmy Castrol, gdzie mierzono możliwości Cristiano, często znacznie przekraczające przyjęte limity. Kiedy on uderza prostym podbiciem, tą swoją małą stopką, z tak ogromną siłą, to piłka wyczynia dziwne rzeczy. Naturalnie szuka jak najmniejszej linii oporu i leci jak balon – nie jest w stanie utrzymać tej samej linii lotu. Świetnie widać to potem w telewizji, kiedy bramkarz porusza się zgodnie z początkowym kierunkiem strzału, ale potem musi korygować swoją pozycję. A sekundy poźniej – wyjmować piłkę z siatki.
Kiedy Ronaldo podpisał kontrakt z ekipą Krolewskich, ja grałem tam już dwa lata, dzięki czemu byłem świadkiem jego przybycia – i spektakularnego rozwoju. Każdy w Realu był w pewnym momencie swojego życia gwiazdą – w szkołce, w reprezentacji swojego kraju, w poprzednim klubie czy po prostu na zajmowanej pozycji. Wielu chłopakow męczyły dyskusje (trwające ponad rok!) na temat tego, czy przyjdzie CR7, czy może jednak nie. Ale kiedy w końcu przyszedł, niemal wszyscy byli zaskoczeni tym, jak został przyjęty. Zorganizowano wielkie show, godne zawodnika ściągniętego za tak olbrzymie pieniądze (pieniądze, ktore według mnie już się zwrociły). Gdyby część trybun nie była remontowana – pewnie stadion Santiago Bernabeu zapełniłby się do ostatniego miejsca. Tak spragnieni sukcesow byli kibice z Madrytu, a przyjście Ronaldo – a potem Mourinho – było ich zapowiedzią.
Na początku Cristiano musiał rywalizować z innymi zawodnikami – Cassillasem, Raulem – ktorzy już od dawna zaskarbili sobie miejsca w sercach kibicow Los Blancos. Musiał pokazać mocny charakter i potwierdzić swoje umiejętności, a kto jak kto, ale madridiści potrafią sprawić, że czujesz wielką presję. Cris nie mowił po hiszpańsku, co może nie wydaje się wielkim problemem (zwłaszcza dla Portugalczyka), ale powoduje dyskomfort w komunikacji. Okres aklimatyzacji minął jednak bardzo szybko, już po trzech miesiącach Ronaldo udzielał wywiadow po hiszpańsku, zaczął bliżej przyjaźnić się z Marcelo i innymi zawodnikami. Szybko wkomponował się w szatnię i stał się jej znaczącą postacią – co automatycznie przyniosło efekty na boisku.
Jedną z rzeczy, ktore jako pierwsze rzucają się w oczy u Cristiano Ronaldo jest jego nieustanne, wręcz obsesyjne dążenie do doskonałości. Perfekcja to jego drugie imię, a widać to dobitnie nawet w jego budowie ciała. Jeśli ktoś zastanawia się, czy to dzieło przypadku, a może odpowiednie geny, nic bardziej mylnego – to wszystko efekt ciężkiej, tytanicznej pracy. Od pierwszego dnia w Realu na treningi przychodzi pierwszy i wychodzi ostatni. Mocno pracuje nad sobą przed zajęciami – na siłowni, oraz po wszystkim, z fizjoterapeutami i masażystami. Niesłychanie ciężki pracuś.
Nie od razu było jednak kolorowo – w pierwszym sezonie nie było widać z jego strony zaangażowania w grę zespołową, co przeszkadzało zarowno kibicom, jak i zawodnikom. Mowiliśmy mu wiele razy, że sam w pojedynkę nie jest w stanie wygrać żadnego meczu. Z czasem zaczęło się to jednak zmieniać i olbrzymia w tym zasługa Mourinho – uczy Ronaldo, aby nie zatracał swojej osobowości, bo jest ona niezwykle ważna, ale żeby przy tym zaczął grać bardziej dla zespołu. Czas pokazuje, że jest to słuszna droga – jego skuteczność na tym nie ucierpiała, a wszyscy dzisiaj widzą, jak CR7 pracuje dla całej drużyny – podaje, wychodzi na pozycje i wraca do obrony. W tym roku dołożył do tego bramki w ważnych meczach – z Barceloną w Pucharze Krola, gdzie strzelił być może najważniejszą bramkę w swojej karierze w Realu. Miesiąc przed wydaniem tej książki dołożył kolejne bramki Klasyku i zamknął usta wszystkim krytykom.
Poza boiskiem Cris jest osobą niezwykle towarzyską, otwartą na przyjaźnie. Podczas wspolnych kolacji czy bardziej prywatnych spotkań, Ronaldo pokazuje się z zupełnie innej strony niż na boisku, czego idealnym przykładem jest akcja „Szlachetna paczka, w ktorej bardzo mi pomogł. Kiedy kończy się mecz i opadają emocje, to ten niedostępny, często sprawiający wrażenie (mylne!) aroganckiego piłkarz, staje się normalną osobą. Jest niesłychanie wrażliwy i pomocny – do dziś pamiętam to, co powiedział mi na pożegnanie, kiedy odchodziłem z Realu: „jak tylko będziesz czegoś potrzebował, to zawsze dzwoń.
Jestem pewien, że przed Crisem jeszcze mnostwo dobrych dni, czas radości po wielkich sukcesach i smutku po porażkach. Wiele pięknych bramek i spektakularnych akcji. A po zakończeniu kariery – niewątpliwie wielka sława. Wielkim szczęściem było dla mnie grać z nim w jednym klubie, a wielkim szczęściem dla wszystkich fanow piłki nożnej jest żyć w czasach, kiedy Cristiano Ronaldo rywalizuje o tytuł najlepszego na świecie, znajduje w tej rywalizacji godnych przeciwnikow i ma wszystkie argumenty, aby ją wygrać. Niezależnie od tego, kogo historia uzna za najlepszego, Cris ma takie cechy piłkarskie, ktorych nie ma nikt inny. Ma też cechę niezwykłą: kiedy gasną światła wielkich stadionow, gwiazda CR7 świeci nadal.
- Jerzy Dudek
Rozdział 3 – ABELINHA
Z jednej strony miałem szczęśliwe
dzieciństwo, z drugiej strony odmienne,
ponieważ zostawiłem moją rodzinę
mając 12 lat, aby wyjechać do Lizbony.
Dom, w ktorym się urodził, w Quinta do Falcao, parafia Santo Antonio, 27 A, 9 000 Funchal, już nie istnieje. Mieszkanie socjalne z trzema pomieszczeniami, zbudowane z pustakow i desek, z eternitowym dachem, zostało zburzone w 2007 roku, żeby uniknąć problemow ze squatersami. Rodzina Aveiro od dłuższego czasu już tam nie przebywa. Dolores, matka Cristiano, mieszka w białym, dwupiętrowym domu z widokiem na Atlantyk, w dzielnicy Sao Gonςalo, na drugim końcu Funchal. Elegancki dom, ktory syn kupił jej razem z tymi dla rodzeństwa – Hugo i Catii.
Obecnie Quinta do Falcao, skupisko domow na zboczu gory, nie jest już tą biedną dzielnicą, co kiedyś. W ostatnich latach, dzięki pomocy z Unii Europejskiej, zmieniła się zupełnie. Pojawiły się nowe mieszkalne bloki i strefa ta stała się pożądana przez portugalską klasę średnią, przerażoną cenami mieszkań na wybrzeżu.
Tam, gdzie stał dom piłkarza, na końcu maleńkiej i wąskiej uliczki, dziś znajduje się pokryta gąszczem działka, boisko do gry w piłkę oraz bar. Przyjeżdża tutaj jednak bardzo wielu kibicow, ktorzy pytają o Ronaldo. A taksowkarze są w stanie zorganizować za kilka euro turystyczną wycieczkę, żeby pokazać, gdzie się urodził, gdzie dorastał, do ktorej szkoły chodził, gdzie zaczynał grać w piłkę ten futbolista, ktory zdołał przyćmić wybitne postaci, odwiedzające Maderę – Winstona Churchilla, cesarzową Sissi, Karola I Habsburga, Bernarda Shawa, Rilkego, Krzysztofa Kolumba czy Napoleona Bonapartego.
Madera to archipelag na Atlantyku, 860 kilometrow od Lizbony. W jego skład wchodzą dwie zamieszkałe wyspy, Madera i Porto Santo, oraz trzy mniejsze, bezludne. Madera, ogrod Atlantyku, jak podają przewodniki turystyczne, jest wulkaniczną skałą długą na 57 kilometrow i szeroką na 22, zdominowaną przez masywy gorskie, z ktorych najwyższy szczyt to 1862-metrowy Pico Ruivo. Stolicą, ze 110 tysiącami mieszkańcow, jest Funchal. I to właśnie tutaj, w szpitalu Cruz de Carvalho, we wtorek, 5 lutego 1985 roku o godzinie 10.20 rano, urodził się Cristiano: 4 kilogramy i 52 centymetry. Czwarte dziecko Marii Dolores dos Santos i Jose Dinisa Aveiro, po Hugo, Elmie i Catii. Była to niespodziewana ciąża, dziewięć lat po narodzinach Catii, i niespodziewane dziecko, ktoremu należało poszukać imienia.
„Moja siostra, ktora pracowała w sierocińcu, powiedziała, że jeśli będzie chłopiec, mogłabym nazwać go Cristiano. Uznałam to za dobry pomysł – opowiada jego matka Dolores. – Mnie i mężowi podobało się imię Ronaldo, jak prezydent Stanow Zjednoczonych (Ronald Reagan, aktor i lokator Białego Domu od 1981 do 1989 roku). Siostra wybrała Cristiano, a my Ronaldo”.
Chrzest Cristiano Ronaldo dos Santosa Aveiro odbywa się w kościele w Santo Antonio. I – zrządzeniem losu – naznaczony jest przez futbol. Jose Dinis, ojciec dziecka, w wolnym czasie pomaga, jako utillero w Clube Futebol Andorinha z Santo Antonio. W ten sposob na ojca chrzestnego swego nowo narodzonego syna wybiera Fernao Barrosa Sousę, kapitana drużyny. Ceremonia zaczyna się o szostej po południu, ale o czwartej jest mecz. Andorinha gra w Ribeiras Bravas.
Ksiądz Antonio Rodriguez Rebola ochrzcił już pozostałe dzieci i jest dość zdenerwowany: ani ojciec, ktory zawsze towarzyszy drużynie, ani ojciec chrzestny, ktory lideruje zespołowi, nie zjawiają się. Dolores z małym na rękach i matka chrzestna spacerują wokoł kościoła, starając się uspokoić proboszcza. Wreszcie przyjeżdżają Fernao i Dinis. Z ponadpołgodzinnym opoźnieniem. Można odprawić rytuał.
Pierwsze zdjęcia z rodzinnego albumu pokazują Cristiano jako niemowlaka z wielkimi, uważnymi oczami, ubranego w biało-niebieski komplecik, białe buciki, złote bransoletki na obu nadgarstkach, złoty pierścionek na palcu, a na szyi długi łańcuszek z krzyżykiem. W miarę upływu czasu widać, jak włosy zmieniają się w burzę lokow, w „ślimaki”, jak mowią Portugalczycy, a uśmiech pokazuje pierwsze otwory po mleczakach, ktore zabrała zębowa wrożka.
Tata Dinis jest ogrodnikiem w urzędzie miasta, mama Dolores ciężko pracuje jako kucharka, aby jej dzieci codziennie miały co jeść. W wieku 20 lat, jak tysiące Portugalczykow, Dolores wyemigrowała do Francji. Przez trzy miesiące sprzątała mieszkania w Paryżu. Mąż miał do niej dołączyć, ale tego nie zrobił, więc wrociła na Maderę, bo miała już dwojkę dzieci. Życie rodziny Aveiro nie było łatwe, podobnie jak wszystkich sąsiadow z dzielnicy, dalekiej od luksusowych hoteli z wybrzeża wyspy. Dom jest za mały dla czworki dzieci, a za każdym razem gdy jest burza wszędzie przecieka. Dolores musi prosić o cement i cegły w urzędzie miasta, żeby go naprawić. Jednak Cristiano opowiada dziś, że w tamtym czasie miał szczęśliwe dzieciństwo. W wieku dwoch czy trzech lat, przed domem albo przy Caminho do Lombinho, zaczyna poznawać swoją najlepszą przyjaciołkę: piłkę.
„Na święta Bożego Narodzenia podarowałem mu zdalnie sterowany samochodzik, myśląc, że mu się spodoba, ale nie – opowiada Fernao Sousa – on wolał piłkę. Spał z piłką. Nigdy się z nią nie rozstawał. Zawsze pod pachą, zawsze z piłką, tu i tam”.
Nadchodzi czas, by iść do przedszkola w Externato de Sao Joao da Ribeira, prowadzonego przez Siostry Franciszkanki Matki Bożej Zwycięskiej. Jako sześciolatek Cristiano rozpoczyna naukę w Szkole Podstawowej i Średniej Goncalves Zarco, znanej bardziej jako Szkoła Barreiros, ponieważ znajduje się bardzo blisko Estadio dos Barrieros, gdzie gra Maritimo. Cristiano to nie wybitny uczeń. Nie jest zły, ale nie jest też kujonem. Dostaje promocje z klasy do klasy. Maria dos Santos, jedna z jego nauczycielek w tamtym czasie, zapamiętała swego ucznia jako „dobrze się zachowującego, radosnego i dobrego kolegę”. O pasji chłopca mowi: „Od dnia, w ktorym przekroczył prog szkoły widać było, że futbol to jego ulubiony sport. Brał udział w innych zajęciach, uczył się piosenek i robił inne rzeczy, ale lubił mieć czas dla siebie, czas na futbol. Jeśli w pobliżu nie było prawdziwej piłki – a często nie było – był w stanie zrobić sobie ją ze skarpetek. Zawsze potrafił znaleźć sposob, by grać w piłkę na placu. Nie wiem, jak on sobie dawał z tym radę”. Futbol na podworku i w trakcie przerw w szkole. „Kiedy wracał ze szkoły – opowiada jego mama Dolores – mowiłam mu: Ronaldo, idź do swojego pokoju i odrob pracę domową. On zawsze odpowiadał, że nic nie zostało zadane. Tak więc ja szłam gotować, a on wykorzystywał sytuację. Chwytał jogurt albo jakiś owoc, wyskakiwał przez okno i z piłką pod pachą biegł pograć. Wracał o 9.30 wieczorem”. Przez piłkę wagaruje i ucieka z zajęć. „Jego nauczyciele mowili mi, że powinnam go za to zganić, ale nie karałam go. Musiał dużo ćwiczyć, żeby zostać wielkim piłkarzem”.
„Zawsze grałem w piłkę z przyjaciołmi, to lubiłem robić najbardziej, to był moj sposob na spędzanie czasu”, przyznaje Cristiano kilka lat poźniej. Gra na ulicy, bo w pobliżu domu nie ma żadnego boiska. Po ulicy Quinta do Falcao przejeżdżają autobusy, samochody i motory, a zatem co chwilę trzeba zabierać kamienie, ktore wyznaczają bramki i zaczekać, aż ustanie ruch, żeby wznowić mecz. Są to ciężkie starcia między jednym domem a drugim, między paczkami przyjacioł. To nigdy niekończące się mecze. Problem pojawia się wtedy, gdy piłka wpada do ogrodka sąsiadow, jak do tego należącego do pana Agostinho, ktory zawsze grozi chłopcom, że przebije piłkę i pojdzie do Dolores oraz pozostałych matek, aby te obsztorcowały swoich synow. Ulica, a także studnia, o ktorą Cristiano, sam, godzinami odbija piłkę, są jego pierwszymi futbolowymi akademiami. Między asfaltem, chodnikami i samochodami, grając z dziećmi i starszymi chłopcami, Ronaldo uczy się sztuczek i technik, ktore wykuwają jego charakter i czynią go wielkim. „Cały dzień biegał z piłką po ulicy, wyczyniał z nią prawdziwe diabelskie sztuczki. Wydawało się, jakby stale miał ją przyczepioną do stopy” – wspomina Adelino Andrade, sąsiad państwa Aveiro. „Miał dar do gry w piłkę – twierdzi Elma, jego siostra. – Ale nigdy nie sądziliśmy, że może zajść tak daleko”.
Przygodę w świecie futbolu Cristiano rozpoczął mając sześć lat. Nuno, jego kuzyn, gra w klubie Andorinha. Dzieciak wiele razy chodzi na ich boisko w towarzystwie ojca. Są nierozłączni. Nuno zaprasza go, by popatrzył, jak gra. Pyta, czy chciałby dołączyć do jakiejś drużyny. Cristiano zaczyna trenować i decyduje się zostać. Dolores i Dinis są zadowoleni z decyzji najmłodszego syna. Oboje zawsze lubili futbol. Benfica jest ulubioną drużyną ojca i starszego brata Hugo. Matka uwielbia Luisa Figo i Sporting Lizbona.
W sezonie 1994/95, w wieku dziewięciu lat, Cristiano Ronaldo dos Santos Aveiro dostaje swoją pierwszą legitymację sportową od Associacao de Futebol do Funchal o numerze 17 182. Wkłada błękitną koszulkę Andorinhi. To klub dzielnicowy z długą historią (został założony 6 maja 1925 roku) i ciekawą nazwą. „Jaskołka” według legendy wywodzi się od celnego strzału pewnego piłkarza. Tor lotu piłki naśladował przelatujący ptak.
Francisco Afonso, nauczyciel ze szkoły podstawowej, ktorego uczennicą była Catia, siostra Cristiano, poświęcił 25 lat dziecięcemu futbolowi na Maderze. Był pierwszym trenerem Ronaldo. Nigdy nie zapomniał chwili, gdy zobaczył go na boisku Andorinhi. „Piłka dla Cristiano – mowi – to był chleb powszedni. Był szybki, miał wspaniałą technikę, grał rownie dobrze lewą, jak i prawą nogą. Był chuderlawy, ale odrobinę wyższy od dzieci w swoim wieku. Bez wątpienia był bardzo zdolny, posiadał naturalny talent, miał go w genach. Zawsze chciał być przy piłce, sam chciał rozstrzygnąć mecz. Miał wielką wolę, zawsze chciał zrobić wszystko dobrze na jakiejkolwiek pozycji na boisku, na ktorej grał. Był zrozpaczony, kiedy nie mogł wystąpić albo kiedy stracił mecz”.
A propos, Rui Santos, prezydent klubu, przypomina ciekawą anegdotę na temat meczu z sezonu 1994/95: Andorinha – Camacha, czyli spotkania z drużyną, ktora w tamtym czasie była jedną z najsilniejszych na wyspie. Po pierwszej połowie Andorinha przegrywała 0:2, a „Ronaldo był tak rozczarowany, że szlochał jak dziecko, ktoremu zabrano ukochaną zabawkę. W drugiej części wszedł na boisko i strzelił dwa gole, prowadząc drużynę do zwycięstwa 3:2. Nie, nie lubił przegrywać. Chciał grać zawsze i płakał, kiedy przegrywał”. Dlatego, jak opowiada Dolores, jego matka, nazywano go „płaczkiem”. Łzy cisnęły mu się do oczu i łatwo się złościł, bo kolega nie podał mu piłki, bo ktoś albo on sam nie trafił do bramki lub źle zagrał, wreszcie, bo drużyna nie grała tak, jak on chciał. Inne przezwisko, jakie mu nadano to „Abelinha” (Pszczołka), ponieważ niczym pszczoła nie zatrzymywał się ani na chwilę, robiąc zygzaki po całym boisku. Imię, ktore Cristiano, wiele lat poźniej w Madrycie, nada swemu psu (yorkowi).
„Taki piłkarz jak Ronaldo – dodaje Rui Santos – nie pojawia się codziennie. I kiedy go widzisz, natychmiast zdajesz sobie sprawę, że jest zupełnie inny od pozostałych dzieci, na ktorych grę patrzysz”. Szkoda, że Andorihna była jednym z najsłabszych zespołow rozgrywek, do tego wręcz stopnia, że kiedy miała mierzyć się z takimi drużynami jak Maritimo, Camara de Lobos czy Machico, porażka była pewna i to znaczną rożnicą goli. Ronaldo nie chciał grać, bo wiedział, że przegrają. Ale jego ojciec szedł do domu, podnosił go na duchu i przekonywał, by włożył korki oraz stroj i wyszedł na murawę. Powod: tylko słabi uznają siebie za pokonanych. Lekcja, ktorej mały Ronaldo nigdy nie zapomni.
W ten sposob, w ciągu kilku lat, jego nazwisko zaczyna być znane na całej wyspie. Nacional Madera i Maritimo, dwa największe kluby, zaczynają interesować się „Abelinhą”. Głosy o chłopcu, ktory nieźle radzi sobie z piłką, dobiegają do uszu jego ojca chrzestnego Fernao Sousy, ktory teraz jest odpowiedzialny za młodzież w Nacionalu. „Ku mojemu zaskoczeniu odkryłem, że chodzi o mojego chrześniaka. Wiedziałem, że gra w piłkę – mowi – ale nie przypuszczałem, że jest aż tak dobry. Był znacznie lepszy od pozostałych. Obchodził się z futbolowką w sposob fenomenalny. Miał przed sobą przyszłość. Natychmiast zdałem sobie sprawę, że chłopiec może być ratunkiem dla swej rodziny!”. I nie waha się ani chwili. Decyduje, że trzeba go zabrać do Nacionalu. „Porozmawiałem z matką, powiedziałem, że tak będzie dla niego najlepiej i doszliśmy do porozumienia z Andorinhą”.
Nie było tak łatwo, jak opowiada Sousa. Dinis woli, żeby jego syn poszedł do Maritimo. Rodzina mieszka blisko Almirante Reis (historyczna siedziba Maritimo), a dusza chłopca jest w kolorze zielono-czerwonym, jego serce bije dla Maritimo. Ale nie ma zgody między stronami, tak więc Rui Santos organizuje spotkanie między dwoma klubami, żeby wysłuchać propozycji. Człowiek odpowiedzialny za kategorie juniorskie w Maritimo nie przychodzi na rozmowę z prezydentem Andorinhi i Cristiano przechodzi do Nacional Madera za 20 piłek i dwa zestawy strojow dla drużyny juniorskiej. Wymiana bez większych korzyści w tamtym okresie, ale w przyszłości stanie się sławna. Andorinha, jako pierwszy klub laureata Złotej Piłki, otrzyma pomoc od urzędu miasta. Stare, piaszczyste boisko zostanie zastąpione nowym, ze sztuczną murawą i oświetleniem. Ale to nie wszystko: transfer Cristiano do Nacionalu obrosł legendą na Maderze, dokładnie tak jak przejście Raula Gonzaleza z drużyny juniorskiej Atletico Madryt do Realu Madryt, ponieważ klub rojiblanco nie chciał płacić za bilety autobusowe chłopca dojeżdżającego na treningi.
Cristiano, kiedy przychodzi do Nacionalu, ma zaledwie 10 lat, a jego matka się zamartwia. „Zawsze powtarzałam mężowi, że będzie grał ze starszymi dziećmi, ktore mogą wyrządzić mu krzywdę, złamać nogę, a Dinis mi odpowiadał: spokojnie, nawet go nie dogonią, jest za szybki”.
To, że dziecko jest chude i niedożywione widać gołym okiem. Tak bardzo, że trenerzy Nacionalu mowią jego ojcu, że chłopak powinien więcej jeść, aby się wzmocnić. Co do jego wartości, nie mają żadnych wątpliwości. „Od razu dostrzegliśmy, że ma wielkie umiejętności – mowi Antonio Mendoca, trener Cristiano w czasie dwoch sezonow, kiedy grał w biało-czarnej koszulce. – Jego cechy już wtedy były bardzo widoczne: szybkość, drybling, strzał, wykończenie. Futbol uliczny nauczył go, jak unikać kopniakow, jak omijać przeciwnikow, jak radzić sobie z chłopcami starszymi od siebie. I wzmocnił rownież jego charakter. Był bardzo odważny”.
Praca Mendocy i innych trenerow z klubu polegała na tym, żeby Ronaldo zrozumiał, że futbol jest sportem drużynowym. Dlaczego? Bo ten chłopiec jest w stanie przejąć piłkę na swojej połowie, pobiec w kierunku bramki przeciwnika i strzelić gola. Bez podania piłki nikomu! Rywale niewiele go obchodzą, nie akceptuje porażki i zawsze chce ze wszystkimi wygrywać. Płacze i wścieka się na kolegow, kiedy coś jest nie tak.
„Oni to znosili, bo strzelał dużo goli. Wygrywaliśmy mecze po 9 albo 10:0” mowi Mendoca. Jednak jego indywidualizm i duma nie podobają się. Czuje się lepszy od innych, trudno dawać mu jakieś rady, trzeba to robić w cztery oczy, a nie w obecności drużyny. W sezonie 1995/96 Cristiano zdobywa z Nacionalem swoj pierwszy tytuł regionalny w kategorii wiekowej 10–12 lat. FC Porto, Boavista, wielkie kluby z „Prostokąta”, jak wyspiarze nazywają Portugalię, zaczynają interesować się chłopcem.
Fernao Sousa uważa, że nadszedł już czas, aby jego chrześniak dokonał wielkiego skoku. Rozmawia z drugą z osob, ktora zmieni przeznaczenie chłopca: z Joao Marquesem Freitasem, asystentem prokuratora generalnego i prezydentem Sportingu Lizbona. To on opowiada cuda na temat dziecka urodzonego w Quinta do Falcao. Sporting wysyła kogoś na rozmowę z rodzicami i niedługo potem Ronaldo zostawia za sobą dzieciństwo, rodzinę, przyjacioł i wyspę. Wyjeżdża na kontynent.

